Kiedyś, dawno temu, kiedy ptaki i ludzie żyli obok siebie, a wilki pytano o zdanie, pewna para udała się do szamana po radę. Co było dalej? Był świt, chmury unosiły się nad ziemią, kiedy weszli na szczyt góry. Wokół była cisza, ale tylko dla tych, którzy nie potrafią słuchać uważnie. Oni słyszeli. Świat wokół tętnił życiem, a góra śpiewała swoją pieśń. Pieśń o miłości do życia, o obfitości i szczęściu, bo oto wstał kolejny dzień. Pieśń była brzęczeniem dzikich pszczół, śpiewem ptaków i szumem liści, muskanych przez poranny wiatr i pierwsze promienie wschodzącego słońca.

 Było ich dwoje. Kobieta i mężczyzna. Trzymali się za ręce, a ich spojrzenia zdradzały wzajemną wielką miłość i czułość. Przyszli tu pełni nadziei ale i obaw, bo sprawa, która ich przywiodła była z rodzaju tych, które stanowią o życiu i śmierci, a trwoga, że ktoś może im odebrać to, co dla nich najcenniejsze, była niczym gorąca lawa. Niby nad nią panowali, ale wystarczyła drobna wątpliwość, a trwoga niczym lawa wydobywała się na powierzchnię i parzyła ich stopy, wzmacniając strach przed tym, co zaprzątało ich myśli. Na górze tej mieszkał szaman. Pustelnik, stary tak, że jeszcze ich dziadkowie pamiętali o tym, że jest tam od zawsze. Przyszli do niego, ponieważ nie było mądrzejszego człowieka na całej ziemi, a góra, chociaż wysoka, nie była przeszkodą nie do zdobycia. Przyszli do niego ze swoją miłością i ze swoją trwogą o to, że ona kiedyś minie. – Kochamy się – powiedział on. Jesteśmy dla siebie wszystkim – dodała ona. – Boimy się, że coś nas rozdzieli. – Że przyjdzie taki dzień, w którym w naszych spojrzeniach zagości obojętność, a może i wzajemna wrogość, nienawiść.– Boję się – powiedziała ona – że ktoś mi go odbierze. – Trwożę się – powiedział on – że ktoś stanie między mną, a nią. Przeraża mnie myśl, że moglibyśmy nie być razem. – Szamanie – powiedzieli już razem – daj nam receptę, zaklęcie, coś co sprawi, że spokój, uczucie to potrwa wiecznie. 

Szaman popatrzył na nich i powiedział: – Pójdźcie na górę – tam gdzie szczyt dotyka chmur. Niech każde idzie samo. Weźcie ze sobą tylko sieć. Nie wolno wam używać żadnej broni. Ty złap orła, a ty sokoła. Jeśli wam się uda, przyjdźcie do mnie na trzeci dzień po pełni księżyca. Przynieście ptaki do mnie i niech ni jedno pióro nie spadnie im z głowy. Para wyruszyła. Rozdzielili się i tak jak kazał szaman, poszli przed siebie, niosąc puste ręce i sieć. Kiedy dziewczyna usiadła na szczycie góry, zaczęła śpiewać pieśń o wolności. O bezkresnym niebie i o drzewach tak wysokich, że ich czubki łagodnie łaskotały brzuchy chmur. Kiedy noc zaczęła zapadać przyleciał do niej sokół. Usiadł nieopodal i kiedy zasłuchany w pieśń patrzył w niebo, ona zarzuciła sieć. Obiecała ptakowi, że zwróci mu wolność. On poczekał, aż orzeł usiądzie na szczycie góry i z całą swoją delikatnością zarzucił sieć w momencie, gdy ptak miał zerwać się do lotu. Orzeł szarpał się w sieci i poranił mu ręce. Ale mężczyzna był tak zdeterminowany, że nic nie mogło go powstrzymać przed powrotem do szamana ze złapanym ptakiem. 

Gdy stanęli znów przed obliczem szamana, ich spojrzenia były pełne tęsknoty i miłości, ale mieszkała w nich też nadzieja. – Co teraz, zapytali? Czy potrzebujesz ptasich piór, aby przygotować dla nas eliksir albo rzucić zaklęcie? Czy przemienisz nas w ptaki, tak abyśmy już zawsze mogli latać ze sobą i żaden człowiek nie mógł nas zranić, dotknąć, ani stanąć między nami? Nie – odpowiedział szaman – Weźcie ptaki i zwiążcie im nogi. A potem wypuśćcie je wolno. Kiedy zrobili jak szaman kazał, ptaki zwabione obietnicą wolności najpierw próbowały odlecieć, a kiedy dotarło do nich, że to niemożliwe, zaczęły dziobać jedno drugie, słusznie uważając że to ono trzyma je przy ziemi. Para patrzyła na to zdumiona, a szaman uwolnił ptaki i powiedział: To jest recepta i zaklęcie o które prosiliście. – Pamiętajcie o tym, co tu zobaczyliście. Jesteście jak ten orzeł i sokół. Jeśli chcecie być razem, bądźcie w imię miłości, ale nie czyńcie z własnej miłości więzienia. Więcej troski oddawajcie sobie wzajemnie niż własnym obawom. Nie dajcie się ranić podejrzliwością. Nie pętajcie sobie nawzajem ani nóg ani skrzydeł. Bądźcie ze sobą, ale nigdy nie traktujcie drugiego jak swojej własności. Niech Was nie martwi to, kto stanie między Wami, ale mury, które sami możecie między sobą postawić. A nade wszystko baczcie na to, by nie zacząć się wzajemnie ranić, tak jak te ptaki. Cierpienie i lęk mogą zniszczyć wszystko. Ale wasza miłość wie, co robić. Kiedy będzie Wam trudno, przypomnijcie sobie tę lekcję i spójrzcie na siebie z czułością, którą będziecie mieć dla własnych dzieci. To jest wasze zaklęcie. 

Młodzi odeszli trzymając się za ręce i ponoć dożyli swoich ostatnich dni razem, w miłości i wzajemnym szacunku. Uczucie ich nie opuściło, a czułość, wzajemna troska, która zaprowadziła ich do szamana, pozostały z nimi na zawsze. A ptaki? Ptaki jak to ptaki, latały wysoko i uczyły ludzi, że chociaż wzajemna miłość w relacji jest piękna i bardzo ważna, to bez wolności, staje się klatką, z której pewnego dnia każdy zechce uciec. 

Dodaj komentarz